Kurdystan – ziemia krwawych łez (2)

Balıklı Göl

W autobusie do Şanlıurfa, dawnej chrześcijańskiej Edessy – 9 października 2019 roku – zastanawiałem się, co pozostało tam dziś z wielowiekowego materialnego dziedzictwa chrześcijaństwa różnych wyznań i obrządków. Było to – według legendy – pierwsze miasto, poza Palestyną , które przyjęło chrześcijaństwo. Przez długi czas Şanlıurfa była częścią imperium rzymskiego, a potem bizantyńskiego. Zdaniem historyka Euzebiusza, mający tam swoją stolicę król Abgar V usłyszał o Jezusie od edesseńskich Żydów. Korespondował z Nim i na rok przed Jego śmiercią przyjął nową religię.

Od czasów I wojny nie ma tam już chrześcijańskiej społeczności. Zniknęła jak chrześcijanie z Diyarkbakir. W 1915 roku turecki gubernator prowincji zaczął deportację Ormian i Suryani: zbierano ich w grupy i wyprowadzano z miasta pod strażą żołnierzy nieregularnej armii, a potem mordowano na pustyni .

Późnym popołudniem zakwaterowaliśmy się w hotelu Karavanseray położonym blisko meczetu Ulu Cami przerobionego z chrześcijańskiego kościoła. Potem poszliśmy nad słynne stawy rybne ze świętymi karpiami (Balikili), które powstały – za sprawą boskiego zrządzenia   – z paleniska, w które miał trafić prorok Abraham wystrzelony przez Nimroda z katapulty. Cud sprawił, że węgle zamieniły się w ryby.

Wieczorem, przy kolacji w restauracji obok Ulu Cami poznaliśmy Serdara, przewodnika mówiącego po angielsku. Zgodził się być zarówno naszym cicerone jak i kierowcą po okolicy. Przy kawie zapytał nas, czy wiemy co się dzieje. Odparliśmy, że nie, bo dopiero co przyjechaliśmy.

– O 16.00  Erdogan zaatakował Kurdów w Syrii wspólnie z Wolną Armią Syryjską. Mogą być problemy z poruszaniem się pod drogach, bo do granicy z Syrią  w Akçakale jest jakieś 60 kilometrów  – wyjaśnił.

Nagle rozmowę zakłócił nam ryk przejeżdżających obok samochodów osobowych. Na każdym z nich powiewała wielka, czerwona turecka flaga. Przez otwarte okna wysuwali głowy młodzi, rozentuzjazmowani mężczyźni. Coś wykrzykiwali do spacerujących przechodniów. – Co oni wykrzykują?  – spytałem. – A różne rzeczy, aprobują operację i chwalą Erdogana. Także, śmierć Kurdom  – odpowiedział markotnie. Nazajutrz wyjaśniła się jego reakcja. Sam był Kurdem.

Wracając do hotelu zauważyliśmy, że przybyło w sklepowych witrynach i na drzewach, tureckich flag. W kawiarniach na świeżym powietrzu, w atmosferze radosnego  pikniku, tłumy mieszkańców popijając kawę i herbatę oraz popalając nargile, oglądały  transmitowany na żywo przebieg operacji Źródło pokoju, której celem było wyparcie milicji kurdyjskich z Autonomicznej Administracji Północnej i Wschodniej Syrii (Rożawa) i utworzenie tzw. pasa bezpieczeństwa o długości 100 km i szerokości 32.

W pokoju próbowaliśmy poszukać w naszym telewizorze jakiegoś anglojęzycznego kanału. Pilotem przerzuciłem wszystkie i nic. Tam gdzie były kiedyś pojawiała się plansza no signal. Zszedłem do recepcji, by spytać, jaka jest przyczyna braku ich odbioru i poprosić, by może to naprawili. Jeden z mężczyzn za pomocą rąk i łamaną angielszczyzną wyjaśnił nam, że nie ma ich od kilku godzin.  Dodając przy tym Police, Police. Aha, wojenna cenzura pomyślałem sobie.

Nazajutrz Serdar poinformował nas, że pierwsze bomby spadły na syryjskie  Ras-al-Ajn, wokół którego toczyły się zacięte walki pomiędzy tureckim wojskiem i ich sojusznikami, a kurdyjskimi oddziałami YPG. Tureckie media donosiły o setkach zabitych terrorystów – jak ich nazywały. Podkreślając przy tym,  że oddziały tureckie są entuzjastycznie witane przez mieszkańców odbitych wiosek. Na czerwonym pasku tureckie kanały telewizyjne informowały o rosnącej liczbie zabitych i rannych terrorystów. Doniesienia okraszano soczystymi fragmentami przemówienia Erdogana  przeciwko Egiptowi i Arabii Saudyjskiej, które ostro zaprotestowały na turecką agresję na Syrię.

– Saudowie niech się przejrzą w lustrze. Co zrobili w Jemenie?  Egipt nie ma prawa osądzać Turcji, to morderca demokracji  – wykrzykiwał kilkanaście razy dziennie z ekranu telewizora, prezydent Turcji.

Z sms-a od rodziny w Polsce dowiedzieliśmy się o ostrej i potępiającej reakcji USA oraz Unii Europejskiej, oskarżających Turcję o złamanie prawa międzynarodowego. A także o wycofywaniu się z północnej Syrii amerykańskich oddziałów wojskowych, co zostało powszechnie odebrane jako akt zdrady wobec  Kurdów.  Mieli oni bowiem znaczący udział w pokonaniu tzw. Państwa Islamskiego. Po odbiciu przez nich miast: Kobane i Ar-Rakka (stolicy tzw. kalifatu). W 2018 roku armia USA zapowiedziała wręcz, że nadal będzie szkolić i zbroić oddziały YPG w północno-wschodniej Syrii operujące na terenie tzw. autonomii Rożawy.

Wieczorem, po spacerze  na bazarze Serdar wyjaśnił nam czego chce Erdogan. Po pierwsze, wyrzucenia Kurdów z przygranicznych terenów Syrii, które miałaby kontrolować armia turecka. Po drugie, przesiedlenia do Syrii prawie 3.5 mln syryjskich uchodźców, którzy napłynęli do Turcji w wyniku syryjskiej wojny domowej. Zapytałem go, czy mu się powiedzie. –  To zależy od tego jaka będzie reakcja opinii międzynarodowej, a zwłaszcza USA i Rosji. Przede wszystkim tej drugiej. Bo tylko ze zdaniem Putina Erdogan się liczy – odparł.

W piątek –  11 października 2019 roku – byliśmy umówieni z Serdarem, że zawiezie nas do Harranu odległego od Şanlıurfa o jakieś 50 km. Blisko granicy z Syrią. Kiedy jednak zobaczyłem rano jego minę wiedziałem, że coś się stało. – Mogą być problemy na drodze. Wczoraj Kurdowie ostrzelali z moździerzy nadgraniczne Akçakale (bliźniacze miasto syryjskiego Tal Abyad ). Zginęły 3 osoby w tym 9-miesięczne dziecko  – wyjaśnił. – Ale jedziemy czy nie? – próbowałem się upewnić . – Tak, jedziemy. Mam nadzieję, że dziś będzie bezpiecznie. Trochę wątpiłem w jego zapewnienia, bo z Harranu do Akçakale jest w prostej linii około 4 kilometrów, co nie stanowi problemu dla moździerzy.

Do Harranu dotarliśmy w godzinę rozklekotaną Dacią. Nie bardzo mi się chciało chodzić w upale po ruinach wielkiego niegdyś miasta, więc popijałem kawę wraz z grupką turystów z Istambułu w obszernym namiocie służącym za kawiarnię. Jeden z mężczyzn, student medycyny jak się przedstawił, postanowił spróbować swoich sił w języku angielskim i zaczął ze mną rozmawiać. Po grzecznościowej wymianie zdań spytałem go, co sądzi o agresji na Syrię.

– Jaka agresja. Erdogan już dawno powinien zrobić z nimi porządek. Wiesz ilu Turków zginęło z ich rąk, w zamachach bombowych przez ostatnie lata? Nie czekając na moją odpowiedź, sam sobie odpowiedział – ponad 3 tysiące. Trochę przesadził, pomyślałem sobie, ale faktycznie w wyniku zamachów, o które turecki rząd oskarża PKK, zginęło przez ostatni kilka lat ponad 600 osób. Także w Sanliurfie.

– A widziałeś w telewizji te betonowe tunele, którymi przechodzili na naszą stronę, by podkładać bomby? Wiesz, kto pomagał im je budować ? – indagował. A niby skąd miałem wiedzieć, nie znam tureckiego. – Powiem ci, francuska firma Lafurdże, pokazywali to w pierwszym kanale. – Jakie Lafurdże ­– zastanawiałem się. Może miał na myśli La Farge, francuskiego giganta budowlanego. Spytałem o to potem Serdara. Potwierdził, że turecka telewizja oskarżała tę firmę o pomoc YPG w konstruowaniu i budowie tuneli.

Odjeżdżając z Harranu zobaczyłem po lewej stronie, nad syryjską granicą słupy czarnego dymu. Spytałem Serdara, co one znaczą. Nie odpowiedział. Kiwnął tylko znacząco  głową – sam wiesz. Po dojechaniu do skrzyżowania dróg spytałem go, czy możemy odbić w lewo. Do Akçakale. – Spróbujemy – odparł. Jednak na rogatkach miasta zatrzymał nas wojskowy patrol. – No entry – zawołał żołnierz i znaczącym ruchem karabinu maszynowego kazał nam zawrócić.

Przez kilka następnych dni starcia nadal trwały. 14 października 2019 roku do walki włączyła się syryjska armia. Dwa dni później władze Rożawy zgodziły się, by oddziały YPG przeszły pod komendę syryjskiego wojska. Dla wspólnej walki z Turcją. 17 października 2019 roku Mike Pence, wiceprezydent USA ogłosił  w Ankarze, po rozmowach z Erdoganem, pięciodniowe zawieszenie broni, w trakcie którego milicje kurdyjskie mają się wycofać ze strefy bezpieczeństwa przy granicy z Turcją. Walki nadal jednak trwały. Kolejne 100 tys. cywilów uciekło z zagrożonej strefy. Jedni do Turcji. Inni do Iraku.

Kurdystan i Syria jeszcze długo pozostaną ziemią krwawych łez.

 

Napisz komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Zabezpieczenie *