Uzbekistan – fasadowa demokracja?

22 grudnia 2019 r. Uzbekistan wybory. Zdj. twitter/@osce_odihr

W ubiegłorocznych, grudniowych wyborach zwyciężyła Ludowo-Demokratyczna Partia Uzbekistanu zdobywając  34% głosów, co przełożyło się na 43 miejsca w 150-osobowym parlamencie. To spadkobierczyni Komunistycznej Partii Uzbeckiej SRR zlikwidowanej po uzyskaniu niepodległości w 1991 roku na skutek rozpadu ZSRR. Kolejne miejsca zajęły: Demokratyczna Partia Odrodzenia Narodowego (27%), Socjaldemokratyczna Partia Uzbekistanu Sprawiedliwość (16%), Ludowo-Demokratyczna Partia Uzbekistanu (14%) oraz Ekologiczny Ruch Uzbekistanu (9%). Łączą je dwie wspólne cechy. Pierwsza, wszystkie popierają prezydenta Szawkata Mirzijojewa oraz druga, że pomiędzy nimi nie ma żadnych różnic programowych. To oznacza praktycznie, że wyborcy nie mieli prawdziwego wyboru spośród zgłoszonych 750 kandydatów z 5 partii. Do udziału w elekcji nie dopuszczono bowiem żadnego kandydata opozycyjnego lub niezależnego.

Misja OBWE obserwująca wybory oceniała je jednoznacznie –  nie były one ani wolne, ani demokratyczne. Przynajmniej według standardów europejskich. Dopuszczono się licznych nieprawidłowości takich jak: głosowanie w imieniu innych osób, lekceważenie procedur liczenia głosów, choć według władz miały one stanowić po śmierci Isloma Karimowa w 2016 roku, nowe otwarcie w historii niepodległego Uzbekistanu zgodnie zresztą  z nazwą  Nowe Uzbekistan, nowe wybory. Piątego stycznia odbędzie się druga tura wyborów o pozostałe jeszcze  do obsadzenia 22 miejsca.

Także inne organizacje zajmujące się przestrzeganiem praw człowieka zgodnie uznają uzbecki system polityczny za autorytarny, w którym jest niewiele miejsca na wolność słowa i pluralizm polityczny. Dlatego określenie fasadowa demokracja  wcale nie jest nadużyciem choć trzeba przyznać, że przed trzema laty Mirzijojew zapoczątkował nieśmiałe reformy polityczne. Zerwano z praktyką przymusowej pracy. Zamknięto cieszące się złą sławą więzienie Jaslyk. Pozwolono na wjazd zachodnim dziennikarzom i ograniczono gigantyczną korupcję, otworzono się na zachodnich inwestorów. Jednak wielu Uzbeków jak i zachodnich obserwatorów zdaje sobie pytanie, czy nie jest to aby zabieg kosmetyczny mający ukryć istotę systemu – azjatycki despotyzm, który jeszcze do 1920 roku dominował  w quasi niepodległych, zależnych od Rosji  chanatach: Chiwy, Kokandy i Buchary. Po ich upadku Uzbecy nie mieli czasu, by się demokracji nauczyć,  bo przyszli sowieci i …Stalin. Potem pojawił się Karimow.

Skąd się wziął Uzbekistan?

Po podboju w XIX wieku przez Rosjan Azji Środkowej przez długie lata nazwano ją od 1886 roku Krajem Turkiestańskim. Obejmował on z grubsza tereny dzisiejszych: Uzbekistanu, Turkmenistanu, Tadżykistanu oraz Krigistanu. Zróżnicowane etnicznie, religijnie i kulturowo choć połączone jedną wspólną więzią – islamem. Nie było narodów, bo mieszkańcy tej ziemi utożsamiali się raczej ze swym klanem i ummą – muzułmańską wspólnotą. Nikt nie czuł się Tadżykiem, Uzbekiem czy Kirgizem. Jeszcze za rządów Lenina funkcjonowały one od 1918 roku jako całość, Turkiestańska ASRR.

Aż pojawił się Stalin. W 1924 roku wytyczył on granice tych krajów. Przebiegały one, z grubsza, wzdłuż podziałów etnicznych, ale i tak się ze sobą splatały. Tureckojęzyczni  Uzbecy sięgali aż do Kazachstanu i stanowili liczną grupę ludności w każdym z sąsiednich państw. Z kolei większość uzbeckiej Samarkandy i Buchary stanowili perskojęzyczni Tadżycy. Byli jeszcze Karakałpacy, Rosjanie, Ukraińcy, Chińczycy, Ujgurzy i Arabowie. Stalin wręczył im spreparowaną historię i utworzył  sowieckie republiki: Uzbecką, Tadżycką, Turkmeńską i Kirgiską. Zgodnie z logiką starej jak świat i imperia polityki dziel i rządź. Jak się patrzy na mapę, to można dostrzec  w obrysie granic Uzbekistanu logikę tego myślenia. Kraj ma kształt ujadającego na Chiny koślawego psa wciskającego zakończony kulką nos w paszczę Kirgistanu.

W ramach sowieckiego podziału pracy między republikami, Uzbekistan miał się zająć produkcją bawełny, z której w Moskwie tkano płótno, przerabiane dalej w innej republice na odzież. Doprowadziło to do niewyobrażalnej klęski ekologicznej jaką było wyschnięcie Jeziora Aralskiego oraz zatrucie tysięcy kilometrów  kwadratowych żyznej ziemi, pestycydami i herbicydami, co jest dziś przyczyną wielu chorób, zwłaszcza u dzieci. Pod okupacją sowietów zdelegalizowano religię i jedno z najważniejszych oraz bardzo wpływowych islamskich bractw religijnych. Powstałe w Bucharze w 1389 roku sufickie Bractwo Nakszbandija. Medresy i meczety zamieniono w magazyny, stajnie  lub słynne muzea ateizmu.

Do Uzbekistanu napłynęły rzesze Rosjan, którzy obejmowali najważniejsze stanowiska: w przemyśle, administracji, milicji, szkolnictwie. Moskwa nazywała to zjawisko misją cywilizacyjna i drenowała kraj z bogactw naturalnych dając w zamian: operę, balet oraz język rosyjski. Ale do czasu. Po upadku ZSRR młode republiki nagle musiały odnaleźć swoją tożsamość i zbudować gospodarkę już bez centralnego zarządzania z Kremla, ale też i bez subwencji. Osierocone przez Gorbaczowa regionalne partie komunistyczne musiały także odnaleźć się w nowej sytuacji. Na ogół szybko się przekształcały w nowe, ale już z demokracją i ludem w nazwie, by zachować władzę i majątki.

W Uzbekistanie Islom Karimow, od 1989 roku  I sekretarz uzbeckich komunistów z dużą rezerwą przyglądał się pieriestrojce Gorbaczowa. W sierpniu 1991 roku poparł konserwatywnych komunistów w próbie jego obalenia, a kiedy pucz się nie powiódł 31 sierpnia tego roku ogłosił niezależność Uzbekistanu. Kierował się jednak nie wolą uzyskania narodowej niezawisłości, ale chęcią uniknięcia gorbaczowowskiej liberalizacji oraz zachowania systemu, który z demokracją, z założenia, nie miał mieć nic wspólnego.

Despota Karimow

Islom Karimow. Źródło: wikipedia.org

Pod jego rządami Uzbekistan stał się jedną z najgorszych dyktatur na świecie. Karimow sprytnie wykorzystał lęk przed odradzającym się radykalnym islamem i konfliktami etnicznymi oraz niepokoje w krajach ościennych do usprawiedliwienie swoich dyktatorskich rządów i rozprawy nie tylko z islamskimi ekstremistami, ale wolnością słowa i opozycją. Priorytetem dla niego stała się stabilność i ochrona jego niepodzielnej, absolutnej władzy. SNB odpowiednik rosyjskiego KGB miała wszędzie swoje oczy i uszy. Rutynowo gwałciła i torturowała więźniów w słynnym więzieniu Jaslyk. Zakład został otwarty w 1999 roku na terenie służącym sowietom do przeprowadzania testów broni chemicznej. Niekiedy, jednocześnie przebywało w nim 7 tys. osadzonych. Przede wszystkim z powodów politycznych.

Jeden z uwięzionych, pisarz Mamadali Makhmudov wspominał po wypuszczeniu z więzienia w 2003 roku, że był parzony gorącym prętem, bity. Grożono mu gwałtem i śmiercią. Innym więźniom, wyrywano paznokcie, stosowano elektrowstrząsy, gwałcono itd. W 2002 roku ujawniono, że podejrzani o ekstremizm religijny zostali żywcem ugotowani. Oskarżany o łamanie praw człowieka Karimow, bronił się, że w ten sposób walczy z Islamskim Ruchem Uzbekistanu, który faktycznie dopuścił się wielu zamachów terrorystycznych. W tym nieudanego na samego Karimowa.

W marcu 2004 roku  kobieta samobójczyni wysadziła się w powietrze i zabiła 6 milicjantów. Druga została zabita zanim uruchomiła zapalnik bomby. Władze szybko oskarżyły o zamachy: Islamski Ruch Uzbekistanu, Al.-Kaidę i Partię Wyzwolenia. Jednak zdaniem niektórych ekspertów cała sprawa mogła być prowokacją SNB. Po zamachu, na fali aresztowań, zatrzymano 23 przedsiębiorców z Andiżanu oskarżonych o przynależność do organizacji będącej na rządowej liście terrorystów. Po długim procesie, 11 maja 2005 roku miał być ogłoszony wyrok. Jednak wielotysięczny tłum zebrany przed budynkiem sądu uniemożliwiał jego ogłoszenie. W tej sytuacji sędzia przełożył ogłoszenie wyroku. W nocy grupa uzbrojonych mężczyzn wtargnęła do więzienia i uwolniła zarówno przedsiębiorców jak i kilkuset więźniów zabijając przy tym kilku strażników. Następnie napastnicy wzięli kilku zakładników i zażądali ustąpienia Karimowa z funkcji prezydenta kraju.

W tym samym czasie, na placu Babura w Andiżanie zabrało się kilka tysięcy ludzi. Żądali ograniczenia korupcji i ustąpienia Karimowa. Pod wieczór wojsko zablokowało cały plac i zaczęło strzelać. Nieznana jest dokładna liczba ofiar. Jedne źródła podają, że było od 400 do 600 zabitych. Inne, że znacznie więcej. Masakra z Andiżanu wywołała ostrą krytykę zachodnich rządów i nawet  USA, do tej pory bliski sojusznik w walce z Al-Kaidą nie mogli zamknąć oczu na nadużycia władzy. Karimow wyrzucił do końca 2005 roku z kraju wszystkich Amerykanów, zachodnie organizacje i dziennikarzy.

Nowy Uzbekistan, nowe wybory?

Szawkat Mirzijojew, Zdj. president.uz

We wrześniu 2016 roku, po 27 latach rządów, Karimow zmarł. Prezydentem został, obecnie 62-letni, były aktywista Komsomołu i były premier Szawkat Mirzijojew. Startował z ramienia Liberalno-Demokratycznej Partii Uzbekistanu stworzonej przez samego Karimowa w 2003 roku jako przeciwwaga dla dominującej postsowieckiej Ludowo-Demokratycznej Partii Uzbekistanu. Ugrupowania o zabarwieniu sekularystycznym i socjaldemokratycznym. Wygrał w I turze jak jego poprzednik  zdobywając podobną jak on liczbę głosów. Blisko 90 % co na kraje środkowoazjatyckie nie jest wyjątkiem, ale raczej normą.

Już na początku swych rządów zapowiedział, że ograniczy korupcję, zapewni wolność słowa, otworzy kraj dla zachodnich dziennikarzy. Na pierwszy cel walki z korupcją wzięto Gulnarę Karimową, najstarsza córkę zmarłego prezydenta. Trafiła do aresztu, potem do więzienia za przywłaszczenie sobie ponad miliarda dolarów publicznych pieniędzy. Jednak w rzeczywistości do aresztu domowego trafiła już w 2012 roku, jeszcze za życia swego ojca. Prawdziwym powodem zesłania wtedy nie była, jak się wydaje korupcja, ale to, że ośmieliła się publicznie powiedzieć, że może być prezydentem Uzbekistanu, zaś tatuś powinien się udać na zasłużoną emeryturę.

Uzbecka dusza

Nie zapomnę słów mojego przewodnika po Samarkandzie, nauczyciela z zawodu, który w ten sposób dorabiał sobie do skromnej pensji. Na moje pytanie,  dlaczego tak opornie wychodzi budowanie społeczeństwa obywatelskiego w Uzbekistanie odpowiedział – Jesteśmy skryci. Od wieków uczono nas posłuszeństwa. Najpierw za Timura Chromego, potem za chanów i Sowietów. Może mamy niewolnictwo we krwi ? Nawet gdyby tak nie było, trudno to będzie zmienić. Mam jednak nadzieję, że się mylił.

Napisz komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Zabezpieczenie *