Piekielna Wyspa (1)

„Witajcie w piekle” – taki napis powinien ostrzegać podróżnych przypływających z Bandar Abbas na wyspę Qeszm. Już po wyjściu z klimatyzowanej sali nowoczesnej łodzi pasażerskiej 40 stopniowy upał uderzył mnie jak obuchem w głowę. Latem, w lipcu temperatura dochodzi tu nawet do 50 stopni Celsjusza. Z naszego promu na molo wylał się tłum pasażerów. Wyłącznie Irańczyków. Kilku młodych żołnierzy w przepoconych, polowych mundurach przyglądało się nam  – jedynym turystom –  zza szkieł podrabianych Ray Banów. Oddychaliśmy ciężko jako ryba wyrzucona na brzeg. Przesycone wilgocią gorące powietrze wsączało się w każdą porę skóry. W uszy i oczy powodując łzawienie.

Według niektórych legend, to w tym miejscu  był biblijny Eden, choć mnie trudno było w to uwierzyć. Bardziej czułem się jak w dantejskim interno, w którym autor – gdyby były w jego epoce – umieściłby również  olbrzymie tankowce i kontenerowce przepływające przez Cieśninę Ormuz w Zatoce Perskiej. Z wyspy, największej w zatoce, jest tylko 60 km do Omanu i 180 km do Zjednoczonych Emiratów Arabskich. QeshmZawsze dlatego miała ona strategiczne znaczenie. Można z niej kontrolować ruch statków pomiędzy Zatokami Perską i Omańską.

W 1619 roku Portugalczycy, którzy na wyspie wybudowali niewielki fort, próbowali zablokować przejście angielskich okrętów. Ostatecznie Anglicy z Kompanii Wschodnioindyjskiej porozumieli się z Persami i pokonali Portugalczyków zmuszając ich do opuszczenia wyspy. Ci jednak po sześciu latach wrócili i pod Qeszm wygrali bitwę morską z Anglikami, co dało im panowanie nad całym akwenem na długie lata.

Kilkunastotysięczne Qeszm Town to raptem kilka, krzyżujących się ze sobą, czteropasmowych ulic obsadzonych palmami, przy których wybudowano kilka galerii handlowych i nowy meczet oraz krótki pasaż z tanimi restauracjami. Tylko one przypominają o koncepcji przekształcenia wyspy w strefę wolnocłową oraz ośrodek turystyczny i centrum finansowe. Irańską wersję Dubaju. Strefa istnieje nadal, ale spodziewane fale inwestorów i turystów jakoś nie dotarły, o czym świadczą niedokończone budynki i rozgrzebane place budowy, po których hula tylko wiatr.

Z okien hotelowego pokoju mieliśmy widok na cieśninę oraz podwórka i dachy sąsiednich, parterowych domów. Codziennie rano obserwowałem jak nasza „sąsiadka” wyprawia do szkoły trójkę swoich dzieci. Dwóch chłopców w szkolnych mundurkach i tornistrach na plecach oraz ich siostrę ubraną w tradycyjny stój przypominający salwar kameez – obcisłe spodnie i długą, kolorową tunikę. Jednak jeszcze bez obowiązkowej dla dziewczynek powyżej 12 roku życia chusty. Opiekuńczo brali siostrę między siebie i trzymając ją za ręce szli chodnikiem wesoło dokazując. Niektóre zaś kobiety zamiast tradycyjnego, czarnego hidżabu zakładają na twarz złotą maskę nikkabu

Qeszm zamieszkuje ok. 115 tys. ludzi mówiących w „bandari” – południowo-irańskim dialekcie. Są tak teżwyspa Qeshm nazywani, bo bandari znaczy w farsi, „portowi ludzie”. Trudno określić czy są Arabami czy Persami. Cała prowincja Hormozgan obejmująca także wyspy Kish i Hormoz to tygiel języków i narodowości. Mieszanka różnych ras: arabskiej, perskiej, baktryjskiej, indyjskiej i innych. Bliżej im raczej do mieszkańców Omanu lub Bahrajnu jak do Persji. Pewna ich liczba wyznaje sunnizm, ortodoksyjną wersję islamu o czym przekonałem się podróżując po wyspie. Meczetów sunnickich z czterema minaretami  (szyickie mają dwa)  było całkiem sporo.  Od pewnego czasu rząd w Teheranie próbuje zachęcić do osadnictwa mieszkańców z innych prowincji Iranu finansując budowę nowych osiedli i dotując – na potrzeby gospodarstw domowych – energię elektryczną oraz gaz. Część mężczyzn na wyspie trudni się rybołówstwem. Niektórzy handlem. Nieliczni oferują usługi turystyczne oraz przewóz osób. Znakomita większość żyje jednak z przemytu z krajów Zatoki Perskiej, głownie Zjednoczonych Emiratów Arabskich. Przede wszystkim ubrań, żywności i zabronionego w Iranie alkoholu oraz coraz częściej narkotyków. Podobno za sprawą ostrzejszych kontroli celnych przemytniczy interes jest mniej opłacalny jak jeszcze kilka lat temu, ale liczba Toyot Hillux na ulicach Qeszm Town zadaje się temu przeczyć.

cdn.

One comment

  1. Dziękuję!
    Po takiej lekturze doceniam polski klimat, jak i fakt, że mamy dopiero wiosnę. Myślę jednak, że tubylcy urodzeni w tym sauno-klimacie znacznie lepiej sobie radzą, niż Europejczycy.

Napisz komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Zabezpieczenie *