Nowe

Fani


Rosja flagi

Published on Marzec 20th, 2014 | by Antoni Styrczula

1

KSENOFOBIA JAK DŻUMA

Każda postać ksenofobii biorącej się z irracjonalnego strachu przed demonizowanym wrogiem jest jak dżuma, którą bardzo łatwo zarazić innych. „Każdy z nas nosi w sobie dżumę, nikt bowiem nie jest od niej wolny. I trzeba nieustannie czuwać nad sobą, żeby w chwili roztargnienia nie tchnąć dżumy w twarz drugiego człowieka” („Dżuma” A. Camus).

Jedną z odmian ksenofobii – powszechną w Polsce – jest rusofobia, która w połączeniu ze skłonnością do narodowej megalomanii tworzy „wybuchową mieszankę” i na długie lata może zniszczyć relacje polsko-rosyjskie na różnych poziomach. Nie tylko politycznych i gospodarczych, ale także w wymiarze międzyludzkim. Jest jak ta „camusowska” dżuma, którą się wzajemnie zarażamy nie bacząc na to, że Rosjanie są naszymi sąsiadami, z którymi powinniśmy – tak jak i z innymi – mieć dobre stosunki.

Wiemy ile wycierpiała Polska od Rosjan i Niemców – co nie usprawiedliwia przekraczania granic głupoty i nienawiści w stosunku do tych narodów, głupotą i nienawiścią człowiek sam sobie szkodzi” – pisał Jan Józef Lipski („Dwie ojczyzny, dwa patriotyzmy”) .
Przejawów i dowodów narastającej fali rusofobii jest ostatnio wiele, aż za wiele. Wystarczy włączyć telewizor, radio i posłuchać co mówią o „ruskich” dziennikarze lub prezenterzy oraz tzw. eksperci od Rosji.

Najczęściej jest to pokaz nieprawdopodobnej ignorancji połączonej z inwektywami i insynuacjami. „Przekaz publiczny charakteryzuje pejoratyzacja określeń Rosji i Rosjan, kreowanie ich negatywnych wizerunków, bezalternatywność percepcji i etykietowanie jako uosobienie zła” – powiedział w wywiadzie prof. Stanisław Bieleń. (geopolityka.net).

I trudno się dziwić, że efektem takiego „prania mózgów” są pojawiające się coraz częściej w rozmowach prywatnych i internecie epitety w rodzaju „rosyjska swołocz” czy deklaracje –„jestem rusofobem i jestem z tego dumny”, od których już bardzo blisko do nienawiści, która zabija dialog i zrozumienie współczesnej Rosji. Rosji, utożsamianej przez ogromną część opinii publicznej, wyłącznie z Putinem i samych Rosjan jako wrogów Polski, choć nikt ich często nie zapyta nawet o zdanie. Jedną z przyczyn naszej rusofobii – zdaniem prof. Bielenia – jest polska pamięć historyczna utożsamiająca „Rosję z wrogiem, państwem represyjnym i agresywnym wobec innych państw. Odnosi się wrażenie, że rusofobia to dla wielu ludzi polityczna karma, bez której nie potrafią funkcjonować w życiu publicznym”.

Co gorsza, rusofobia jest integralną częścią dosyć powszechnego modelu patriotyzmu, który pozwala odróżnić „prawdziwych Polaków” od „moskalskich pachołków” co było i jest widoczne przez ostatnie tygodnie na portalach społecznościowych. Wszelkie, krytyczne opinie o wydarzeniach na kijowskim Majdanie, nowym ukraińskim rządzie do którego weszli politycy faszystowskiej partii „Swoboda” itd. kwitowane były często komentarzami w rodzaju – „ty moskiewski pachołku lub putinowski agencie”. Skłonność do bezkrytycznego przyjmowania biało-czarnego obrazu konfliktu ukraińsko-rosyjskiego oraz Rosji, narzucanego przez media i część polityków wynika z przekonania, że jest to przejaw „prawdziwej” postawy patriotycznej. A także z obawy by nie być uznanym za zdrajcę i „pachołka Putina”.

Czy jest sposób by wyleczyć się z „dżumy” rusofobii? Jest, ale to długa i bolesna „kuracja”. Na wstępie wymaga ona odrzucenia stereotypów i uprzedzeń zakodowanych w naszej świadomości będących efektem wychowania, historycznych nawarstwień i kompleksów. Po drugie potrzebna jest otwartość i chęć wyobrażenia sobie, co czuje i myśli dziś Rosjanin. Ten, którego media pokazują często jako wroga Zachodu, otumanionego przez putinowską propagandę. Zrozumienia, że on też ma swoją ojczyznę, którą kocha i jest z niej dumny. To prawda wymaga to wysiłku, wyobraźni oraz rozsądku. No i odwagi, zwłaszcza kiedy ze swoimi przemyśleniami na ten temat dzielisz się z innymi.

Przytoczę raz jeszcze słowa Amosa Oza z książki „Jak uzdrowić fanatyka?” – „Róbmy to kiedy się kłócimy, kiedy oskarżamy i nawet wtedy, gdy jesteśmy przekonani, że mamy stuprocentową rację”. Od tego jest blisko do zrozumienia, a w konsekwencji kompromisu, który wcale nie oznacza kapitulacji i rezygnacji z naszych przekonań czy wartości. Kompromis zaś nie jest – zdaniem Oza – czymś nieuczciwym czy oportunistycznym, bo jest „życiem”.

Tags: , ,


About the Author

Antoni Styrczula

Opinii publicznej kojarzę się jako rzecznik prasowy Prezydenta RP, a także dziennikarz radiowo-telewizyjny i prasowy. Od wielu lat zajmuję się szkoleniami i doradztwem w zakresie public relations i marketingu politycznego. Jestem ekspertem w kreowaniu wizerunku firmy w e-przestrzeni i social mediach oraz zarządzaniu informacją w sytuacjach kryzysowych. W wolnych chwilach podróżuję. Przede wszystkim do Azji.



One Response to KSENOFOBIA JAK DŻUMA

  1. Andrzej says:

    http://okres-prl.blog.onet.pl/

    PRZESŁANIE

    Jeśli spojrzeć na historię Polski z lotu ptaka, to uderza ogromna ilość sprzeczności. Państwo i naród powstały z pokrewnych plemion złączonych siłą przez pierwszych władców: Mieszka I i Bolesława Chrobrego. Było to początkowo dość niespójne, gdyż podziały i odrębności dzielnicowe trwały bardzo długo. Kraj był nadto rozdarty między Wschodem a Zachodem. Ilustruje to historia dynastii piastowskiej, na którą tak lubią powoływać się polscy nacjonaliści. Wszyscy monarchowie żenili się na przemian z księżniczkami ruskimi i niemieckimi, których wpływ był ogromny, również w polityce. Kto na przykład uratował dynastię i zachował koronę dla Kazimierza Odnowiciela, jak nie jego matka, Rycheza, której rola jest mało znana i spotwarzana do tego stopnia, że gdy nie tak dawno Niemcy zaproponowali przeniesienie jej szczątków do Polski, spotkało to się ze sprzeciwem kardynała Wyszyńskiego.

    Polska dała w swej historii dowody zadziwiającego liberalizmu: przyjęła Żydów i nadała im prawa w okresie, gdy byli prześladowani w reszcie Europy, a w czasach triumfującej gdzie indziej kontrreformacji pozwoliła protestantom − nawet antytrynitarzom − na praktykowanie ich wiary i objęła opieką Akademię Mohyły w Kijowie. Ale Polska dała też dowody fanatyzmu religijnego, który spowodował walkę z husytyzmem − co przekreśliło możliwość związania się z Czechami − a później znalazł wyraz w prześladowaniach innowierców.

    Cechą naszej polityki zagranicznej było stale uzależnianie się od innych ośrodków: od Watykanu czy od Habsburgów, połączone jednocześnie z ogromną prowincjonalnością. Wplątaliśmy się niepotrzebnie w wojnę z Turcją. Zwycięstwo pod Wiedniem było wielkim wyczynem wojskowym, ale błędem politycznym. Później, przez cały XIX wiek, to właśnie Turcja była jednym z poważnych ośrodków naszej działalności niepodległościowej.

    Przy tym wszystkim atrakcyjność Polski była zdumiewająca. Potrafiliśmy wchłonąć kolonistów niemieckich, z których powstało polskie mieszczaństwo. Zasymilowaliśmy znaczne odłamy inteligencji żydowskiej. Spolonizowaliśmy również elity litewskie i ukraińskie. Jesteśmy krajem, który ma wspólnych bohaterów z sąsiadami: Adam Mickiewicz jest wielkim poetą polsko-litewskim; Kościuszko i Traugutt należą zarazem do Polaków i Białorusinów. Tę listę można by znacznie przedłużyć.

    W tej dziwnej łamigłówce kryją się nasze wielkie szanse. Taką szansą może być nasza polityka wschodnia. Nie wpadając w megalomanię narodową, musimy prowadzić samodzielną politykę, a nie być klientem Stanów Zjednoczonych czy jakiegokolwiek innego mocarstwa. Naszym głównym celem powinno być znormalizowanie stosunków polsko-rosyjskich i polsko-niemieckich, przy jednoczesnym bronieniu niepodległości Ukrainy, Białorusi i państw bałtyckich i przy ścisłej współpracy z nimi. Powinniśmy sobie uświadomić, że im mocniejsza będzie nasza pozycja na wschodzie, tym bardziej będziemy się liczyli w Europie Zachodniej.

    Dzieje Polski cechuje stara tendencja do osłabiania władzy wykonawczej: słynne pacta conventa, anarchistyczna złota wolność, liberum veto. Przede wszystkim powinniśmy zmienić mentalność narodu. Wymaga to wzmocnienia władzy wykonawczej oraz kontroli sprawowanej nad nią przez Sejm. Wymaga to przebudowy systemu parlamentarnego, by wyeliminować zeń partyjnictwo i prywatę. Wymaga wprowadzenia rządów prawa i nieustępliwej walki z korupcją we wszystkich jej postaciach i odmianach. Wymaga prasy zarazem wolnej i przepojonej poczuciem odpowiedzialności. Wymaga rozdziału Kościoła od państwa. Wymaga poszanowania praw naszych mniejszości narodowych; musimy pamiętać, że jest to warunkiem dobrych stosunków z sąsiadami. Zdając sobie sprawę, że katolicyzm jest wyznaniem znakomitej większości narodu, musimy dbać również o Żydów, mahometan i protestantów oraz o prawosławie, które jest wyznaniem wielu obywateli polskich, a zarazem wyznaniem panującym w Rosji, na Ukrainie, na Białorusi.

    Jest to ogólny zarys mojej wizji Polski, o której realizację walczyłem całe życie.

    Jerzy GIEDROYC

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Zabezpieczenie *

Back to Top ↑