Jedyna taka teokracja (7)

Ogrody Szirazu

Siedziałem na kamiennych schodach mauzoleum Hafeza. Cień wysokich sosen i cyprysów dotykał mojej twarzy przyjemnie chłodząc rozpaloną upałem skórę. Z rozwieszonych w ogrodzie głośników rozlegała się muzyka skomponowana do jego wierszy. Czasami mistyczna, a niekiedy tak żywa i radosna, że aż chciało się tańczyć. Pod marmurową płytą, na której wyryto fragmenty jego poematów spoczywał on. Symbol i duma Presji, a jednocześnie jej kolejny paradoks. Bo jak to możliwe, że ten potępiający fundamentalizm religijny i hipokryzję mułłów XIV-wieczny poeta i suficki myśliciel, ceniący sobie rozkosze życia: miłość, wino, kochanki stał się także ikoną fundamentalistycznego, irańskiego szyizmu do tego stopnia, że jego wersety cytują nie tylko mułłowie, ale i prawie każde dziecko? Jego wiersze, zwłaszcza erotyki i rubajjaty wręcz tryskają zmysłowością i radością życia, bo miłość także tę – erotyczną –  uważał za najważniejszą siłę na świecie. Jak pisał w jednym z rubajjatów:

Iż miłuję twarz kochanki, o to się nie gniewaj

Na tych, co są pijani się nie gniewaj,

Sufi, wiesz przecież sam, co może czekać ludzi na szlaku

Na ludzi zbyt zagubionych się nie gniewaj.

Ileż w tych czterech wersach zrozumienia i wyrozumiałości dla ludzkich słabości, a zwłaszcza pragnienia, by sącząc z pucharu szirazkie wino pieścić jednocześnie delikatną skórę ukochanej kobiety. Podobno okrutny Tamerlan podbijając Presję oszczędził życie mieszkańców Szirazu ze względu na mieszkającego w nim poetę. Może ajatollahowie też przeżywają miłosne rozterki  i uniesienia dlatego nie wyrzucili poezji Hafeza ze zbiorowej pamięci Irańczyków? A może urzeka ich mistyka Divanu lub szanują to, że znał Koran na pamięć?

Każdego dnia mauzoleum Hafeza odwiedzają setki Irańczyków. Nie ganiają z obłędem w oczach, jak zachodni turyści. Nie krzyczą. Siadają na ławkach, trawnikach i recytują po cichu ulubione fragmenty jego poezji. Zakochane pary, choć jest to w Iranie oficjalnie zakazane, próbują sobie okazać odrobinę czułości. Nie są jednak ani tak odważni, ani tak ekshibicjonistyczni jak ich zachodni rówieśnicy. Nie ma namiętnych pocałunków. Przytulania. Robią to dyskretnie patrząc sobie od czasu do czasu w oczy lub dotykając się opuszkami palców przy przewracaniu kart książki. Jednak w układzie ich pochylonych postaci, ten kto choć raz był zakochany, może dostrzec erotyczne napięcie korygowane przez surowe zakazy.

W Iranie dziewczyna nie będąca mężatką ani dziewicą nie może się zakochać. Jeśli jednak zaślepiła ją miłość na skutek, której straciła dziewictwo przylgnie do niej miano kobiety upadłej. Gdyby jej ojciec lub bracia dowiedzieli się o tym mogliby taką nieszczęsną kobietę zmusić do samobójstwa, bo przyniosła wstydrodzinie. Byłoby jeszcze gorzej gdyby taka poszukująca odrobiny bliskości para dostała się w ręce policji. Mężczyźnie, gdyby był żonaty, groziłaby za tak haniebny występek w oczach islamskiego prawa, nawet karaśmierci przez ukamienowanie. Kawaler mógłby liczyć na osiemdziesiąt batów. Podobnie jak jego wybranka.

Jak tu jednak się oprzeć wersetom Hafeza, który wręcz zachęca do miłosnego zbliżenia. To właśnie na schodach mauzoleum Poety choć trochę zrozumiałem duszę Iranu. Ukochanego przez Bouviera i przeze mnie – „… chorego starca, który tyle stworzył, miłował tyle rzeczy, tak grzeszył pychą, tak szachrował, tak cierpiał. Starego patrycjusza o rękach jak z kości słoniowej, raz zdolnego oczarować swym wdziękiem w chwilach przytomności, kiedy indziej dogorywającego w malignie wspomnień…”. Surowego ajatollaha w czarnym turbanie o uśmiechu dziecka i przebiegłości węża.

cdn.

2 komentarze

  1. Jakiż piękny jest ten opis czegoś, czego z racji mego niebytu na owych ziemiach nie miałam okazji doświadczyć osobiście. Doświadczam dzięki tej relacji, za którą z serca dziękuję! I czekam na kolejne 😉

Napisz komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Zabezpieczenie *