Jedyna taka teokracja (2)

Islamska demokracja i Rahbar

Hooman Majd w książce „Ajatollah śmie wątpić” przytacza pewną anegdotę, która dobrze ilustruje jak trudno człowiekowi Zachodu pojąć Iran i jego mieszkańców. Podobno nieżyjący już ajatollah Rafsandżani, były prezydent Iranu powiedział kiedyś pewnemu gościowi z zagranicy – „Aby nas zrozumieć musiałbyś stać się szyitą”. Ja zaś nie zamierzałem stać się szyitą, a mimo to miałem nadzieję, że Iran uchyli przed mną choć rąbka tajemnicy.

Byłem w Iranie w roku 1396 hidżry, czyli ucieczki proroka Muhammada (Mahometa) z Mekki do Medyny w 622 r. n.e. Znalazłem się w państwie teokratycznym, w którym wszelka realna władza jest w rękach szyickiego kleru, choć on sam woli ją nazywać islamską demokracją. „Trzecią drogą” wskazującą na niezależność Iranu zarówno od Zachodu jak i Wschodu, choć w istocie jest to kraj pełen paradoksów i sprzeczności, a islamska demokracja to oksymoron.

Człowiek Zachodu patrzy na Iran przez pryzmat obrazów: kobiet w czadorach, szyickich duchownych w turbanach, propagandę zaliczającą to państwo do „osi zła” za jego program nuklearny. I nie rozumie, że nikt Irańczykom tego systemu politycznego na siłę nie narzucał i że trwa on prawie 40 lat. Niewiele też wskazuje, że może on upaść, choć pierwsze rysy pojawiły się w 2009 roku w czasie tzw. zielonej rewolucji, czyli wielkich protestów społecznych – po prawdopodobnie sfałszowanych – wyborach prezydenckich przez ekipę ówczesnego prezydenta Mahmuda Ahmadineżada.

W 1979 roku Irańczycy obalili ponad 2500 letnią autokratyczną monarchię uwalniając się tym samym nie tylko od dyktatury, ale i wszelkiej zagranicznej dominacji. Przede wszystkim amerykańskiej i brytyjskiej.  Zwycięzcą tej rewolucji stały się:  islam oraz narodowa tożsamość i duma. Takiego ustroju jak w Iranie nie ma nigdzie na świecie. Stworzył go, w irackim Nadżafie, podczas swego wygnania ajatollah Ruhollah Chomeini, którego po zwycięstwie rewolucji okrzyknięto imamem, choć zdaniem wielu szyickich duchownych zrobiono to  znacznie na wyrost. W swoich pismach Chomeini podkreślał, że islamskiemu państwu szyickiemu powinien przewodzić najwyższy autorytet religijny, co w praktyce i w Iranie oznaczało, że po zwycięstwie rewolucji został nim … on sam.

Koncepcja welajat-e fakih czyli „straży” albo „rządów uczonego prawnika” zakłada (i ta zasada jest wpisana od irańskiej konstytucji), że na czele państwa stoi Rahbar czyli Najwyższy Przywódca Rewolucji Islamskiej, ale nie republiki. Ma on praktycznie nieograniczoną władzą, choć nie sprawuje bezpośredniego nadzoru nad polityką zewnętrzną i wewnętrzną państwa. Może jednak zmienić lub zastopować każdą decyzję podjętą przez prezydent i rząd.

Obrazowo można powiedzieć, że wybierany w powszechnych wyborach prezydent odpowiada za ziemskie sprawy i troski Irańczyków. Rahbar zaś czuwa nad tym,  by islamska rewolucja nadal trwała i przebiegała zgodnie z jego wizją i wytycznymi. Po śmierci Chomeiniego tę misję realizuje ajatollah Ali Chamenei.

Kolejny paradoks irańskiego systemu politycznego polega na tym, że choć sam Najwyższy Przywódca nie jest wybierany w wyborach powszechnych, to już członkowie Zgromadzenia Ekspertów, ciała wybierającego i nadzorującego Rahbara (i teoretycznie może go też odwołać) już tak. Kandydatów na to stanowisko zatwierdza zaś nie kto inny jak …. Najwyższy Przywódca. Rahbar zatwierdza również kandydatów na prezydenta starając się zachować równowagę pomiędzy reformatorską frakcją achund-ha czyli mułłów, a  konserwatystami, którzy cofnęliby najchętniej Iran do czasów średniowiecza.

Po konserwatywnym prezydencie Mahmudzie Ahmadineżadzie, znanym zachodniej opinii publicznej głównie z kwestionowania Holokaustu i buńczucznych deklaracji o zniszczeniu Izraela, funkcję tę objął (już drugą kadencję od 2013 r.) Hassan Rouhani, szyicki duchowny należący do Umiarkowanej Partii Rozwojowej. W 2009 roku skrytykował władze za odmawianie społeczeństwu prawa od pokojowych manifestacji. Ma on opinię reformatora, choć w Iranie to pojęcie oznacza zupełnie coś innego jak na Zachodzie. Wszelkie reformy muszą się mieścić bowiem w ramach doktryny „rządów uczonego prawnika” i nie mogą kwestionować islamskiego charakteru państwa oraz  przywództwa Rahbara. Po śmierci Chomeiniego jest nim do dziś ajatollah Ali Chamenei.

cdn.

Napisz komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Zabezpieczenie *