Nowe

Fani


Indie Konduktor

Published on Grudzień 17th, 2014 | by Antoni Styrczula

0

Dobry, stary Aśhok Leyland

autobusNajczęściej używanym przez mieszkańców środkiem komunikacji publicznej są autobusy (kiedy piszę ten tekst metro jest w remoncie). Codziennie, wysłużone Aśok Leyland w kolorze brązowo-kawowym dowożą do pracy i szkół dziesiątki tysięcy ludzi.

Bilety są bardzo tanie, od kilku do kilkunastu rupii (kilkadziesiąt groszy), dlatego w godzinach szczytu bywają niebywale zatłoczone, choć niezmiernie rzadko spotyka się „ludzkie grona” przyczepione do wszystkich możliwych uchwytów, tak jak to się jeszcze dzieje w podmiejskich pociągach do stacji Chennai-Egmore. Policja wyłapuje takich ryzykantów i wlepia im wysokie – jak na Indie – mandaty.

Europejczyka może  zdziwić, że  drzwi  autobusu nawet w czasie jazdy są ciągle otwarte. Przyczyna jest bardzo prosta. Bardzo często, z powodu tłoku, nie wszyscy pasażerowie mogą wysiąść na danym przystanku, bo autobus zatrzymuje się na nich na bardzo krótko. Mają zatem następną szansę, kiedy zwolni albo zatrzyma się na czerwonym świetle. To samo dotyczy wsiadających. Poza ty, jest to też naturalna klimatyzacja. Zwłaszcza w upały, które mogą tu dochodzić nawet do 35 stopni.

Kondutor z ChennaiA co z pasażerami na gapę, których w takiej sytuacji może być sporo? To raczej wykluczone. W autobusie jest konduktor. Czasami dwóch. Bacznie kontrolują, kto wysiada i kto wsiada sprawnie inkasując pieniądze i wydając bilety. Zawsze mnie zadziwiają ich prestigitatorskie umiejętności pozwalające na trzymanie – między palcami – banknotów o różnym nominale.

Zachodniego turystę przyzwyczajonego do  aż nazbyt sterylnej czystości mogłaby zaszokować podłoga autobusu przykryta grubym „dywanem” śmieci: łupin  orzeszkach ziemnych, skórek bananów, pomarańczy i wszelkiego innego paskudztwa, którym można zaśmiecać przestrzeń publiczną. Trochę to dziwi, bo sami pasażerowie są raczej czyści i schludnie ubrani. To samo zjawisko widać na ulicach i w budynkach użyteczności publicznej takich jak sklepy, restauracje, banki itd. Nie mówiąc o terenach zamkniętych osieli czy mieszkań lub domów. Ulice, a zwłaszcza rynsztoki i chodniki, toną pod zwałami śmieci, zaś  wchodząc do wypucowanego i klimatyzowanego sklepu czy prywatnego domu trzeba zdejmować przed wejściem buty.

Może  wynika to z faktu, że Hindus nie zna pojęcia przestrzeni publicznej, jak twierdzi mój indyjski znajomy. „A skoro nie zna, to czemu ma ją szanować i przestrzegać porządku” – dodaje. Dlatego wątpi w sukces kampanii „Clean India” zainicjowanej prze premiera Narendrę Modiego, którą wsparło już wielu indyjskich celebrytów jak choćby aktorzy: Sharrukh Khan, Aminathab Bacchan czy bożyszcze całych Indii, krykiecista Sachin Tendulkar. Coś jest na rzeczy w jego wyjaśnieniu, bo największą górę odpadów widziałem pod wielkim billboardem promującym te kampanię przy Anna Salai Road, jednej z głównych arterii miasta oraz przed okazałymi willami w dzielnicy T. Nagar.

autobus_1Inną przyczyną jest przekonanie Hindusów  z wyższych waran czyli braminów, rycerzy i kupców oraz kast (dżati) że „nieczyste” prace takie jak np. sprzątanie i wywóz nieczystości należą do „niedotykalnych” .Pisze o tym w swojej biografii Mahatma Gandhi relacjonując zjazd Indyjskiego Kongresu Narodowego  w 1901 roku. Od tego czasu w mentalności jego rodaków niewiele się zmieniło choć podział na  kasty oficjalnie nie obowiązuje od 1947 roku. W praktyce ,zwłaszcza na wsi,jest nadal przestrzegany.

„Nawet tu musiałem się blisko zetknąć z zagadnieniem „niedotyklanych”. Warunki sanitarne przechodziły wszelkie pojęcie. Było zaledwie kilka ustępów, a na samo wspomnienie smrodu, jaki bił stamtąd, robi mi się niedobrze. Pokazałam to wszystko wolontariuszom, ci zaś odpowiedzieli po prostu „To do nas nie należy, to robota asenizatorów”. („Autobiografia”, Gandhi, ”Książka i Wiedza”1958, s.265)

Mimo wszystko jest coś magicznego w indyjskich autobusach. W pociągach zresztą też. To poczucie wspólnoty z innymi pasażerami, którzy często dopytują: skąd jesteś? gdzie jedziesz? co robisz w ich kraju?  Czasami są zbyt natarczywi. Czasami zbyt głośni. Nigdy jednak nie zostawią cię bez pomocy. Lepsze to jak kompletna anonimowość, której doświadcza się na Zachodzie, gdzie człowiek jest monadą, bez oczu i uszu, zamkniętą na relacje z Bliźnim.


About the Author

Antoni Styrczula

Opinii publicznej kojarzę się jako rzecznik prasowy Prezydenta RP, a także dziennikarz radiowo-telewizyjny i prasowy. Od wielu lat zajmuję się szkoleniami i doradztwem w zakresie public relations i marketingu politycznego. Jestem ekspertem w kreowaniu wizerunku firmy w e-przestrzeni i social mediach oraz zarządzaniu informacją w sytuacjach kryzysowych. W wolnych chwilach podróżuję. Przede wszystkim do Azji.



Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Zabezpieczenie *

Back to Top ↑